sobota, 16 marca 2013

Epilog


 Beznamiętnym wzrokiem wpatrywałem się w zdjęcie uśmiechniętej Leny, które znajdowało się na nagrobku. Ono i złote napisy pod nim uświadamiały mi, że ona naprawdę odeszła.
Lena Szymańska.
Urodzona 1 października 1989 roku.
Zmarła 9 stycznia 2013 roku.
Przeżywszy 24 lata odeszła do grona Aniołów wraz ze swoim małym Aniołkiem.
Prosi o modlitwę.
Odeszła do nieba, bo tam jest jej miejsce. Zawsze była uczciwa, szczera, kochająca, przekładająca swoje dobro ponad innych.
-Lenka...- Zacząłem mówić zapalając znicz.- Spoczęłaś u boku swoich bliskich. Swoich rodziców i wujostwa- Omiotłem spojrzeniem cały grób rodzinny.- Siedzę tu teraz, modląc się do ciebie i do naszej córeczki. Minął już rok...Wiesz jak podle się czuje wiedząc, że to przeze mnie nie mogłaś cieszyć się z uroku macierzyństwa? Przepraszam, że ci to odebrałem. Przepraszam, że odebrałem naszemu dziecku możliwość pojawienia się na tym świecie. Byłem dupkiem. Nie mogę pogodzić się z tym, że nie ma cię przy mnie. Gdy budzę się rano nie widzę ciebie wtulonej w moje ramiona. Zamiast tego widzę jedynie puste miejsce. Żałuję, że nie mogę spojrzeć w twoje radosne oczy. Gdy wstaję z łóżka słyszę twój śmiech. Czyżbym dopiero teraz zrozumiał jaka byłaś dla mnie ważna? Wiem, że już to wiesz, ale nie jestem z Izą...Zerwałem z nią mówić jej o wszystkim. Kochanie, ja nie mógłbym z nią być po tym, co zaszło. Nie zasługuję na szczęście, choć chcę zacząć żyć od nowa. Bez was...Gdyby nie to, teraz bylibyśmy rodzicami. Chodzilibyśmy na spacery z małą, szykowalibyśmy się do ślubu. Naprawdę przepraszam, że przez moje błędy nie było ci dane tego przeżyć. Nie ma dnia bym o tym nie myślał. Nawet spowiedź nie pomogła. Nadal mam wyrzuty sumienia. I będę je miał do końca życia. Wiesz, że gdy dowiedziałem się o twojej ciąży chciałem się zabić i dołączyć do was? Może to byłoby lepsze rozwiązanie? Teraz byłbym z wami i Tam próbowałbym odkupić swoje winy. Jest mi tak strasznie przykro...- Mówiłem płacząc.- Lenka przepraszam cię z całego serca za wszystko. Za wszystkie krzywdy. Za to, że pojawiłem się w twoim życiu. Kocham cię skarbie. Ciebie i naszą córeczkę- Powiedziałem odchodząc.

 Szedłem chodnikiem trzymając dłonie w kieszeni czarnego płaszcza. Udałem się do parku. Otaczali mnie różni ludzie. Staruszkowie, zakochani, matki z dziećmi...
Rozmowa z Leną dodała mi sił. Wyrzuciłem z siebie wszystko, co chciałem jej powiedzieć dawno temu. Ona i nasza mała, której nie miałem okazji poznać na zawsze będzie żyła w mojej pamięci. Na zawsze pozostanie w moim sercu. Będzie tam przez wieczność. Będzie dawała mi znak, kiedy popełnię jakiś błąd i wtedy, kiedy zrobię coś dobrze. Wiem, że Lena nie potrafi się długo gniewać. Pewnie już mi wybaczyła. Taką miałem nadzieję. Ona była moją nadzieją na lepsze jutro. Zrozumiałem, że bez cierpienia nie można zaznać szczęścia. Ja po rozmowie z nią odzyskałem wewnętrzny spokój. Miłość dojrzewa, kiedy wszystko wydaje się być stracone. Będę kroczył przed siebie, naprzód życiu. Sprostam wszystkiemu, co stanie na mojej drodze. Z moim Aniołem Stróżem u boku. Z moją Leną...

KONIEC.



****

Witam ;*

I tak to się skończyło...I jestem z siebie dumna, że w ostatniej chwili nie zmieniłam zakończenia na szczęśliwe tylko doprowadziłam do końca w taki sposób, w jaki chciałam od początku :D

Nie wiem, co mam powiedzieć...Opinię pozostawiam Wam! ;)

Dziękuję, że byłyście i nadal ze mną jesteście. To cholernie duże wsparcie ;) 
Dziękuję za każdą opinię, za każdy komentarz, za każdą rozmowę ;)) Bez Was już dawno bym się poddała, ale wiem, że mam jeszcze dla kogo pisać ;)
Dzięki wielkie! <3

Pozdrawiam ;* 

sobota, 9 marca 2013

Rozdział 10


 Nie byłem w stanie wybiec za nią. Nie miałem siły. Wiedziałem, że ona musi to wszystko przemyśleć, dojść do siebie. Liczyłem na to, że za chwilę wróci i porozmawiamy na spokojnie. Wszystko zniszczyłem. Wiem o tym! Mogłem liczyć się z tym, że prawda prędzej czy później wyjdzie na jaw. Nie mogłem na siebie patrzeć. Lena miała rację. Byłem egoistą, który myśli tylko o sobie. Moja komórka co jakiś czas dawała o sobie znać, ale wiedząc, że to Iza nie odbierałem. Co miałem jej powiedzieć? Że Lena o wszystkim wie? W tej chwili czułem, że powinienem zerwać z Izą i starać się odbudować krok po kroku związek z moją Lenką. Pogubiłem się w tym wszystkim. W swoim życiu, w swoich uczuciach. Patrząc na zapłakaną Lenę mówiącą mi takie słowa serce pękło mi na pół. Zraniłem ją. Tak bardzo ją zraniłem. Ona myślała, że w końcu znalazła osobę, która nigdy jej nie skrzywdzi, nie zostawi. Straciła rodziców w tak młodym wieku, straciła ciocię, wujka i mnie...Tego, z którym chciała spędzić resztę życia. Nie mogłem dojść do siebie. Chodziłem po mieszkaniu wyrywając sobie włosy z głowy. Już tak długo nie wracała...Kiedy mój telefon rozdzwonił się po raz kolejny przekląłem głośno pod nosem. Zdziwiłem się widząc nieznajomy numer.
-Tak, słucham?
-Pan Piotr Nowakowski?
-Tak- Odpowiedziałem.
-Proszę jak najszybciej przyjechać do szpitala.
-Do jakiego szpitala? O co chodzi?
-Pani Lena Szymańska miała wypadek samochodowy. W tej chwili jest operowana, jej stan jest bardzo ciężki, walczy o życie...- Powiedział, a mi telefon wypadł z ręki. Nie mogłem tego pojąć. Wypadek? Lenka walczy o życie? Czym prędzej wyleciałem z domu nawet nie zamykając drzwi na klucz. Jak najszybciej chciałem znaleźć się przy niej i przeprosić za wszystkie krzywdy, jakie jej wyrządziłem.

 Zdenerwowany chodziłem po korytarzu przed salą operacyjną czekając na jakąkolwiek wiadomość. Nigdy bym sobie nie darował, gdyby coś jej się stało przeze mnie. Nie dopuszczałem do sobie myśli, że ona może umrzeć. Wszystko tylko nie to. Nie wiem ile kaw wypiłem, nie wiem, która była godzina, ale zdawało mi się, że czekam już wieczność. Jak na złość z sali operacyjnej nie wychodziła żadna pielęgniarka, żaden lekarz. Ile bym dał by ją zobaczyć, dotknąć jej dłoni i powiedzieć przepraszam. Zawaliłem na całej linii i już nic nie mogłem na to poradzić. Pozostawało mi mieć nadzieję, że za chwilę przewiozą ją do sali. Pozostawało mi wierzyć, że za jakiś czas wrócimy do domu nie pamiętając tego, co wydarzyło się przed wypadkiem tylko zaczynając wszystko od nowa. Usiadłem na krzesełku chowając twarz w dłoniach. Zacząłem płakać z bezsilności. Już nic nie mogłem zrobić. Już nic nie zależało ode mnie. Na dźwięk otwierających się drzwi gwałtownie poderwałem się z krzesełka, na którym usiadłem przed chwilą.
-Panie doktorze? Co z nią? Prawda, że z tego wyjdzie?- Spojrzałem na lekarza, który spojrzał na mnie współczująco.
-Panie Piotrze...
-Niechże pan mówi!- Zaczynałem tracić panowanie nad sobą.
-Bardzo mi przykro, ale nie udało nam się uratować pańskiej dziewczyny. Straciła zbyt wiele krwi, uderzenie było zbyt potężne, obrażenia zbyt wielkie...Składam najszczersze kondolencje.
-Pan sobie ze mnie żartuje, prawda?
-Nie, niestety nie. Pani Lena nie żyje, zmarła na stole operacyjnym. 9 stycznia 2013 roku o godzinie 4:44.
-Dziś nie pierwszy kwietnia! Niech pan powie, że ona żyje i wyjdzie z tego!- Wpadłem w jakąś histerię. Nie mogłem się uspokoić. Nie mogłem przyjąć do świadomości tego, że ona odeszła...
-Naprawdę bardzo mi przykro. Wiedział pan, że była w czwartym miesiącu ciąży?
-Słucham?- Wyszeptałem głucho wpatrując się w lekarza z niedowierzaniem.- W ciąży?
-Tak...Niestety zarówno matka jak i dziecko nie żyją...
Już nic do mnie nie docierało. Zemdlony padłem na szpitalną podłogę.

 W szpitalu nafaszerowali mnie jakimiś prochami. Oddali mi jej torebkę. Rzecz, która towarzyszyła jej w chwili śmierci...Wróciłem do domu. Od razu opadłem na kanapę. Nie miałem siły by powiadomić o całym zajściu moją rodzinę. Wiedziałem, że będę musiał to zrobić. Wiedziałem też, że będę musiał zająć się organizacją pogrzebu. Nie mogłem pojąć, że to przeze mnie nie żyje Lena i nasze dziecko...Przez swoją głupotę, przez swoją próżność w jednej chwili straciłem tak wiele. Otworzyłem jej torebkę. Zdziwiła mnie jej zawartość. Mała torebeczka. Bez chwili zastanowienia zajrzałem do środka. Wyciągnąłem parę ślicznych małych bucików i zdjęcie USG. Po raz kolejny z moich oczu poleciały łzy. Do zdjęcia przyczepiona była karteczka z jej pismem...
'To dziewczynka. Będziemy mieć córeczkę! ;) Czwarty miesiąc...Pamiętna noc, gdy przyjęłam Twoje oświadczyny. Dziękuję Ci za to. Kocham Cię. Lena'
Bezsilny osunąłem się na podłogę. Trzymając w jednej ręce buciki, a w drugiej zdjęcie poczułem, że moje życie nie ma najmniejszego sensu.

 Podczas pogrzebu starałem się być silny. Nie zwracałem uwagi na współczujące spojrzenia ludzi biorących udział w ceremonii pogrzebowej. Nikomu nie powiedziałem prawdy. Nawet swojej rodzinie. Nie powiedziałem im o moim romansie, ani o tym, że to przeze mnie one zginęły...Łzy same spływały po moich policzkach. Nie starałem się ich ukrywać wiedząc, że to i tak nic nie da. Kiedy jej ciało zostało złożone do grobu zrozumiałem, że straciłem ją na zawsze, bezpowrotnie. Ją i naszą córeczkę...
Nie mogłem wyrzucić jej rzeczy z naszego mieszkania. Każdy przedmiot mi o niej przypominał. Ulubiony kubek, koszulka do spania, szczoteczka do zębów, perfumy. Nigdy w życiu sobie tego nie wybaczę. Nie wybaczę sobie tego, że zabiłem ją i nasze dziecko. Nigdy nie zaznam spokoju. Zawsze będę miał poczucie winy. To nie tak miało wyglądać. Mieliśmy być razem, a nie osobno. Wszystko zaprzepaściłem. Swoją szansę na szczęście tylko przez to, że zachciało mi się jakiś romansów. Nie wiem, czy Iza wie o tym, co się stało. Ja o niczym jej nie powiedziałem, bo nie chciałem mieć z nią nic wspólnego. Nie mógłbym z nią teraz być. Nie po tym, co się wydarzyło. Rodzice mówili mi żebym na jakiś czas zatrzymał się u nich, ochłonął, ale nie potrafiłem. Wolałem sam się z tym użerać w naszym wspólnym mieszkaniu.
Chciałem zacząć nowe życie. Jednocześnie wiedziałem, że nigdy nie zamknę drzwi z napisem: Lena...



****

Witam ;*

Nie zabijajcie mnie...Tak miało być od samego początku i cieszę się, że wytrwałam przy swoim i nie zakończyłam tego szczęśliwie. Choć raz chciałam zrobić coś innego i czuję, że jakoś sprostałam temu zadaniu. Ale nie mnie to oceniać ;) 
Także pozostał nam już tylko epilog, który może dodam w tygodniu ;) 

Wiecie, co? Tak się zaczęłam zastanawiać, czy moje pisanie ma jeszcze jakiś sens? Z mojej winy chyba tracę czytelniczki, ale ostatnio nie mam czasu na nic. Macie prawo być na mnie wściekłe. Doskonale to rozumiem, jednak nic nie potrafię z tym zrobić. Wiem, że zawiodłam wiele z Was...Nawet słowo 'przepraszam', które pisałam już wiele razy chyba nie wystarczy. Jest mi wstyd za siebie i tyle w temacie. A najgorsze jest to, że w głowie mam jeszcze masę pomysłów, które bardzo chcę zrealizować. Ale nie wiem jak to będzie...
Poczekamy, zobaczymy.

Już jutro Sovia rozpoczyna walkę o finał Plusligi z bydgoską Delectą ;)
Sovia, do boju! <3

Pozdrawiam ;* 

wtorek, 26 lutego 2013

Rozdział 9


 Czekałam na niego w domu. Nadszedł czas, żebym w końcu poznała całą prawdę. Nie miałam siły płakać, ale łzy same pojawiały się w moich oczach. Naprawdę byłam głupia niczego nie podejrzewając. Piotrek był moim ideałem. To dlatego wierzyłam w każde jego słowo? To dlatego uwierzyłam, że jesteśmy w stanie stworzyć prawdziwą rodzinę? Miałam ochotę uderzyć go z całej siły, zdeptać, wykrzyczeć, że jest dla mnie nikim. Cholerny facet! Z jednej strony nienawidziłam go z całego serca i dziękowałam, że odkryłam prawdę zanim powiedziałam mu o dziecku. Gdybym ich nie zobaczyła nadal żyłabym w błogiej nieświadomości nie wiedząc, że ojciec mojego dziecka przyprawia mi rogi. Otarłam łzy słysząc otwierające się drzwi.
-Cześć kochanie!- Zawołał wesoło od progu.- Jesteś w salonie?
-A gdzie mam być?- Warknęłam.- Ja w przeciwieństwie do ciebie nigdzie się nie włóczę- Powiedziałam.
-Słucham?- Po chwili był już obok mnie.- Lenuś, płakałaś?- Spytał z troską.- Dlaczego?
-Przez ciebie- Wyjąkałam odwracając wzrok.
-Hej skarbie...Co zrobiłem?- Objął mnie ramieniem, ale natychmiast się wyrwałam.
-Nie dotykaj mnie słyszysz?!- Krzyknęłam.- Dotykaj sobie tamtą dziewczynę...Choć pewnie już to zrobiłeś! Powiedz mi od kiedy mnie oszukujesz?!
-Co? Ja...
-Nie udawaj durnia Piotrek! Widziałam was dzisiaj! Chciałam ci zrobić niespodziankę, przyszłam po treningu i co zobaczyłam? Ciebie z jakąś dziewuchą!- Wrzeszczałam na niego. Nienawidziłam w sobie tego, że od razu zaczynam płakać, ale nic nie mogłam z tym zrobić. Jak inaczej mogłam zareagować?
-Od ponad roku- Szepnął wbijając wzrok w podłogę.
-Słucham?! Od roku?!- Nim się spostrzegłam moja ręka odbiła się na jego policzku.- Dobrze się bawiłeś?! Pytam się! Piotrek do cholery! Dobrze się bawiłeś?!
-Nie...
-Po co były te oświadczyny? Po co to wszystko? Ta cała szopka? Po co ze mną byłeś przez ten czas? Mogłeś mi powiedzieć i z nią być, a nie oszukiwać mnie na każdym kroku.
-Nie chciałem cię zostawiać i krzywdzić- Wyjąkał.
-Nie chciałeś mnie krzywdzić?! Ty mnie krzywdziłeś przez ten cały czas robiąc mi nadzieję! Do cholery po co mi się oświadczałeś skoro mnie nie kochasz?! Nie chciałeś mnie zostawiać? Bo co? Bo przeżywałam śmierć wujka i cioci? Byłeś ze mną z litości?! Odpowiedz do cholery! Boże jaka ja byłam głupia- Złapałam się za głowę.
-Lena...
-Co Lena?!
-Daj mi się wytłumaczyć...
-Proszę bardzo- Warknęłam.
-Na początku naszego związku kochałem cię do szaleństwa, pragnąłem stworzyć z tobą rodzinę. Kochałem twoją delikatność, uczuciowość, wrażliwość. Dziękowałem, że jesteś przy mnie i wspierasz mnie na każdym kroku. A później...Później poznałem Izę, w klubie. Tego samego wieczora zdradziłem cię pierwszy raz. Nie mogłem z tym skończyć, dlatego po treningach spotykałem się z nią. Tak było przez cały rok. Nie chciałem cię krzywdzić, kłamałem. Obiecałem jej, że z tobą zerwę, ale wtedy zmarła twoja ciocia. Wiedziałem, że nie mogę zostawić cię w takim stanie. Byłaś zbyt słaba psychicznie na to wszystko. Nie wiem, dlaczego poprosiłem cię o rękę. Myślałem, że moja miłość wróci z czasem. Ale tak się chyba nie stało. Sam nie wiem! Iza jest inna, ale nie jestem pewien czy ją kocham. Nie wiem, czy ciebie kocham...
-Dziękuję za szczerość- Warknęłam uderzając go w drugi policzek.- Dziękuję również za to, że robiłeś ze mnie idiotkę, oszukiwałeś, kłamałeś, pozwoliłeś żebym uwierzyła w to, że jesteśmy w stanie być ze sobą do końca życia. Dziękuję, że byłeś ze mną z litości nic do mnie nie czując. Dziękuję, że poprosiłeś mnie o rękę nie wiedząc dlaczego. Dziękuję za wszystko. Że pokazałeś mi jakim człowiekiem jesteś naprawdę. Cynikiem, egoistą, myślącym tylko o osobie, który nie liczy się z uczuciami innych. Leć sobie do tamtej, bo między nami już wszystko skończone!- Rzuciłam w nim cholernym pierścionkiem zaręczynowym. Chwyciłam torebkę leżącą na stoliku i podeszłam do drzwi.
-Lena, zaczekaj!- Krzyknął.- Przepraszam cię za wszystko. Nie mogę znieść widoku twoich łez...
-To przez ciebie płaczę! Mam ochotę cię zdeptać, słyszysz? Kocham cię i nienawidzę jednocześnie, ale w tym momencie jesteś dla mnie zerem, nic nie znaczącym człowiekiem. W jednej chwili tak straciłeś w moich oczach. Naprawdę się łudziłam, że będziemy razem do końca życia- Wyjąkałam płacząc od nowa.
-Lenka...Zacznijmy wszystko od nowa! Zmienię się, obiecuję!- Padł przede mną na kolanach obejmując mnie w pasie.
Szkoda, że nie wiedział, że właśnie w tej chwili dotyka brzucha, w którym żyje nasze dziecko.
-Daj mi spokój i zejdź mi z oczu!- Strąciłam jego dłonie.- Nie mam ochoty cię widzieć! Zniknij z mojego życia raz na zawsze, słyszysz?! Chcesz zacząć wszystko od nowa? Proszę bardzo, droga wolna! Tylko nie ze mną, bo drugi raz nie uwierzę, nie nabiorę się na twoje czułe słówka, gesty. Pieprz się!- Warknęłam patrząc w jego oczy. Płakał. Płakał jak małe dziecko, któremu właśnie odebrano najlepszą zabawkę. Patrzył na mnie z bezsilnością. Nie wiedział jak mnie zatrzymać, jak sprawić, żebym została.- Żegnaj- Powiedziałam i wyszłam z mieszkania zbiegając na dół. Jak najszybciej chciałam znaleźć się byle dalej od niego. Od człowieka, który złamał moje serce.
Otworzyłam drzwi wybiegając na ulicę. Deszcz ze śniegiem w połączeniu z moimi łzami rozmazał mi całą widoczność. Biegłam przed siebie, nie zwracając uwagi na nic. W pewnym momencie zobaczyłam błysk świateł samochodu. Usłyszałam przeraźliwy huk i krzyk. Czułam smak krwi. A potem była już tylko ciemność...



****

Witam ;*

Przepraszam, że nie było mnie tutaj dłuższą chwilę, ale to nie zależało ode mnie :D Nie miałam Internetu 1,5 miesiąca, także proszę o wybaczenie! :D Na szczęście od wczoraj już jest ze mną i bardzo dobrze, bo myślałam, że sfiksuję :D Ale żyję ^^

Jeszcze jeden rozdział i epilog...Jak myślicie jak to się zakończy? :D Ja nic nie mówię, dowiecie się w następnym rozdziale. Powinien pojawić się w następnym tygodniu ;)

Jeśli chodzi o Wasze opowiadania to stopniowo będę nadrabiać czytanie i komentowanie ;) Proszę o wyrozumiałość :D

Pozdrawiam ;* 

sobota, 5 stycznia 2013

Rozdział 8


 Przez cztery miesiące wszystko układało się tak jak powinno. Ostatnio Resovia wygrała z Delectą, co napawało mojego narzeczonego wielkim optymizmem. Walczył z kontuzją i bólem pleców, ale na szczęście wrócił już do gry. Widziałam po nim jak bardzo chce już wrócić na boisko i pomóc chłopakom i nareszcie się doczekał. Ja cały czas studiowałam i przykładałam się do nauki. To chyba nic dziwnego, że chciałam zdobyć dobry zawód. Wiem jak to jest w dzisiejszych czasach i wiem jak trudno jest znaleźć pracę, ale ja nigdy nie składam broni i dążę do celu. Jednak od dłuższego czasu czułam, że będę musiała przystopować i poświęcić się innemu zajęciu. Miałam zawroty głowy, mdłości, miesiączka się nie pojawiała i zauważyłam powiększający się brzuszek. Na razie nic nie mówiłam Piotrkowi. Najpierw chciałam dowiedzieć się sama, a później podzielić się z nim tą radosną nowiną. Poczekałam aż wyjdzie na trening. Zamówiłam taksówkę i udałam się do lekarza. Właśnie na dziś miałam umówioną wizytę. Trochę się denerwowałam. Czekałam w kolejce. Zazdrościłam wszystkim kobietom, które już stamtąd wyszły. Korciło mnie, żeby zadzwonić do Nowakowskiego i powiedzieć mu gdzie się teraz znajduję, ale wiedziałam, że nie mogę.
-Pani Szymańska, zapraszam- Usłyszałam w pewnym momencie. Podążyłam do gabinetu z ulgą. Lekarz kazał mi wygodnie ułożyć się na kozetce. Natychmiast to uczyniłam. Założył okulary, spojrzał w moją kartotekę i usiadł przy mnie.- Mamy nadzieję, że spodziewamy się dziecka?- Zapytał z uśmiechem.
-Tak- Kiwnęłam głową podwijając bluzkę do góry.
Doktor włączył sprzęt smarując mój brzuch specjalnym żelem.
-Proszę spojrzeć- Wskazał na monitor.- Tutaj widać rączkę- Pokazał palcem.- Niestety nóżek nie widać...Córeczka jeszcze nie jest gotowa, żeby je pokazać- Zaśmiał się, a mnie wzruszenie ścisnęło za gardło.
-Córeczka?- Upewniłam się. Kiedy pokiwał głową z moich oczu poleciały najprawdziwsze łzy szczęścia. Spełniło się moje marzenie. Zostanę mamą. Ja i Piotrek będziemy rodzicami.
-Zaraz dam pani zdjęcie, a tymczasem proszę posłuchać bicia jej malutkiego serduszka- Wsłuchałam się w najpiękniejszą muzykę na świecie.- Serdecznie gratuluję- Powiedział uśmiechnięty wręczając mi do ręki zdjęcie USG.
-Dziękuję bardzo- Pożegnałam się. Z gabinetu wyszłam jako kobieta spełniona.

 Chciałam ogłosić tą cudowną nowinę Piotrkowi już dziś. Wiedziałam, o której kończy trening dlatego postanowiłam udać się na Podpromie. Po drodze wstąpiłam do sklepu dziecięcego. Na mojej twarzy od razu pojawił się szczery uśmiech. Już niedługo będę chodzić do takich sklepów z narzeczonym, wspólnie będziemy wybierać rzeczy dla naszej córeczki. Oglądając malutkie śpioszki wyobrażałam sobie jak noszę naszą małą na rękach. Bardzo cieszyłam się z tego, że będę mamą. Chciałam stworzyć córce rodzinę z prawdziwego zdarzenia. Kochającą, otaczającą się bezpieczeństwem i opieką . Miałam pewne obawy. Bałam się, że sobie nie poradzę, denerwowałam się, czy mała będzie zdrowa. Ale to chyba normalne zjawisko u przyszłej mamy. Wierzyłam, że razem z Piotrkiem będziemy wspaniałymi rodzicami dla naszej kruszynki. Byłam bardzo ciekawa jego reakcji. Nie mogłam się powstrzymać, dlatego kupiłam parę ślicznych, malutkich bucików. Miałam już pomysł jak powiedzieć mu o tym, że spodziewam się dziecka. I jak najszybciej chciałam go wprowadzić w życie.
Uśmiechnięta ruszyłam w stronę Podpromia tak dobrze znaną mi drogą. Na święta śnieg nas nie rozpieszczał, ale teraz wesoło skrzypiał pod nogami.
Doszłam pod halę spostrzegając, że siatkarze już wychodzą. Przywitałam się ze wszystkimi czekając na niego. Minęło już trochę czasu, a on nadal nie wychodził. Pojawiła się dziwna obawa, że znowu mnie oszukał, ale nie mogłam tak myśleć chcąc stworzyć rodzinę opartą na zaufaniu. W chwili, gdy popatrzyłam na zegarek Piotrek wyszedł, ale poszedł w zupełnie inną stronę. Zdziwiłam się ruszając za nim. Może miał do załatwienia jakąś ważną sprawę? Wiem, że nie powinnam go śledzić, ale nie mogłam inaczej. Przystanęłam, kiedy on wykonał ten sam ruch. Schowałam się, żeby mnie nie zauważył. Spostrzegłam zbliżającą się do niego dziewczynę, a potem poczułam się tak jakbym dostała czymś ciężkim w głowę. Zamrugałam kilkakrotnie powiekami, ale obraz po ich otworzeniu nadal był taki sam. Mój Piotrek, narzeczony, tata mojego dziecka namiętnie całuje i obściskuje się z jakąś dziewczyną. Łzy popłynęły zanim zdołałam je powstrzymać. Byłam ciekawa przez ile mnie oszukiwał. Ile czasu kłamał, że mnie kocha...Byłam głupia i ślepa niczego nie zauważając. Kiedy ja byłam sama w domu zadręczając się jego nieobecnością, oni pewnie śmiali się ze mnie. Nigdy bym nie przypuszczała, że ten, którego bezgranicznie kocham wywinie mi taki numer. Po co były te oświadczyny? Miałam ochotę wyć, ale nie mogłam. Głos stanął mi w gardle. Oparłam się o słup oddychając ciężko. Piotrek złapał nieznajomą dla mnie dziewczynę za rękę i gdzieś razem poszli. Gdzieś...Po co ja się łudzę? Wiem, że poszli do niej. Byłam rozbita psychicznie i nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Postanowiłam wrócić do domu i poczekać na niego. W końcu chciałam poznać prawdę, usłyszeć od niego, czy dobrze się bawił robiąc ze mnie idiotkę na każdym kroku. Czym sobie zasłużyłam? Dlaczego muszę tak cierpieć? Dlaczego?



****

Witam ;*

Tak miało być od samego początku i tak jest :D Fajnie, że akcja w opowiadaniu ma odbicie w teraźniejszości- chodzi mi o wczorajszy mecz ^ ^ Cieszę się bardzo, że Resovia w nowy rok weszła zwycięsko ;) 

Ocenę rozdziału pozostawiam Wam mając nadzieję, że po kolejnych dwóch i epilogu będę żyła :D

Sobotnie popołudnie muszę spędzić z biologią i angielskim...Wprost rewelacyjnie ^ ^

Z dedykacją dla mojej jedynej, najwspanialszej, najlepszej pod Słońcem Monn ;* <3 Bo Ty wiesz, że ja Cię kocham od dawna i kocham Cię za wczoraj ;* :D

Pozdrawiam ;* 

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Rozdział 7


 Od pamiętnego wieczora, w którym Piotrek poszedł po rozum do głowy nie kłóciliśmy się. Przeciwnie- było idealnie. Blondyn gotował mi obiady, zapraszał do restauracji, zabierał na spacery. Był taki kochany i czuły. Wiedziałam, że ma treningi i musi być zmęczony, ale zawzięcie temu zaprzeczał mówiąc, że nic oprócz mnie się nie liczy. Cieszyłam się jak małe dziecko słysząc takie słowa.
-A dziś gdzie mnie zabierasz?- Spytałam.
-Dziś kochanie zostaniemy w domu- Szepnął nachylając się nade mną.- Mam dla ciebie niespodziankę- Powiedział.
-Jaką?- Pisnęłam.- Wiem, że to niespodzianka, ale ja jestem niecierpliwa!
-Wiem- Zaczął się śmiać.- Dlatego nic ci nie powiem- Pstryknął mnie w nos.- A teraz wychodzę na trening. Czekaj na mnie- Pocałował mnie na pożegnanie. Długo, namiętnie.
-Zawsze czekam Piotruś. Zawsze...

 Pomyślałam, że dziś wieczorem muszę wyglądać zjawiskowo, dlatego niewiele myśląc wyszłam z domu. Nigdy nie lubiłam chodzić po sklepach, ale czułam, że dziś muszę zrobić ten wyjątek. Jak do tej pory żadna sukienka nie zrobiła na mnie większego wrażenia, więc szukałam dalej. Na nic nie mogłam się zdecydować, dlatego poprosiłam o pomoc miłą ekspedientkę. I to był strzał w dziesiątkę. Od razu wypatrzyła dla mnie idealną sukienkę. Zniknęłam w przymierzalni.
-I jak leży?- Zapytała.
-Chyba dobrze- Odpowiedziałam wychodząc.
-Chyba? Wygląda pani przepięknie!- Zachwyciła się.
-Dziękuję- Powiedziałam- Biorę ją!- Zdecydowałam uśmiechając się. Naprawdę jeszcze nigdy nie czułam się taka szczęśliwa.
-Bardzo mądra decyzja- Pochwaliła mój wybór.- Niech się pani spokojnie przebierze, a później zapraszam do kasy. Kiedy już zapłaciłam za sukienkę udałam się do fryzjera i kosmetyczki. Nic nie poradzę na to, że chciałam wyglądać wyjątkowo. Serce mówiło mi, że na długo nie zapomnę tego wieczora. I chciałam, żeby tak było.
Zaraz po treningu wsiadłem w samochód udając się do sklepu jubilerskiego. Wiem, że w tym momencie zachowuję się jak parszywa gnida, ale nic na to nie poradzę. Sam już nie wiem, z którą dziewczyną chcę być. Izie obiecałem, że zerwę z Leną, Lenie, że będę z nią do końca życia. I chyba z tej obietnicy chciałem się wywiązać dziś wieczorem. Nie przejmowałem się konsekwencjami tej decyzji. Najwyżej zerwę z Izą, a nie z Leną. Tylko czy ja chcę być z Leną do końca moich dni? Pokręciłem głową nie myśląc już o tym. Chciałem jej zrobić przyjemność po tym wszystkim, co przeszła. Kochałem ją na początku naszego związku, a później, gdy poznałem Izę coś z mojej strony się skończyło. Chciałem to odbudować wstępując z Leną w związek małżeński? Może miłość, która nas połączyła z czasem do mnie wróci? Z taką nadzieją wyszedłem z samochodu.

 Kiedy weszłam do domu przywitała mnie cisza. Myślałam, że Piotrek już będzie... Odwiesiłam kurtkę na wieszak odruchowo spoglądając na podłogę. Zdziwiłam się widząc ułożoną z czerwonych róż strzałkę. Ruszyłam we wskazanym kierunku dochodząc do salonu. Był udekorowany tak samo jak kiedyś. Zapach świeczek i kwiatów mącił mi w głowie, zapach jedzenia przyjemnie drażnił moje nozdrza. Przy oknie stał on. Mężczyzna mojego życia ubrany w moją ulubioną czarną koszulę. W ręku trzymał jedną różę, którą od razu mi wręczył.
-Piotrek...
-Cii...Nic nie mów. Delektujmy się tą ciszą i sobą nawzajem- Odsunął mi krzesło, abym mogła usiąść. Kolację przerywały tylko dźwięki odkładanych sztućców i brzdęki kieliszków. Po zjedzeniu Piotrek wstał od stołu i puścił nastrojową muzykę. Zarzuciłam mu ręce na szyję, a on objął mnie w pasie. Wolno kołysaliśmy się w rytm melodii. Nie mogłam opisać, co w tej chwili działo się w moim sercu. Denerwowałam się, nie wiedząc czemu, ręce mi się trzęsły, serce biło jak oszalałe.
-Piotruś...
-Lenuś, co się dzieje? Czemu jesteś taka zdenerwowana?- Zapytał czule.
-Sama nie wiem- Odpowiedziałam.- Czuję, że za chwilę coś się wydarzy, coś co na zawsze zmieni nasze życie...
-To masz dobre przeczucie- Uśmiechnął się.
-Jak to?
-Poczekaj...- Odwrócił się na chwilę plecami, a już w następnej chwili klękał przede mną trzymając w dłoni małe, czerwone pudełko.- Lena...Nie mam słów, żeby opisać moją miłość do ciebie. Jesteś dla mnie całym światem i wiem, że to z tobą chcę się zestarzeć, wychowywać dzieci, patrzeć jak dorastają nasze wnuki. Dlatego...Leno Szymańska, wyjdziesz za mnie?- Spytał niepewnie, spoglądając w moje oczy.
-Tak- Szepnęłam.
-Możesz powtórzyć?
-Tak, Piotruś. Zostanę twoją żoną i matką twoich dzieci- Powiedziałam.
-Dziękuję- Mówiąc to włożył mi na palec przepiękny pierścionek.- Właśnie uczyniłaś mnie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie- Okręcił mnie wokół własnej osi czule całując. Oddałam pocałunek jednocześnie rozpinając jego koszulę.- Nawet nie zdążyłem ci powiedzieć jak zjawiskowo wyglądasz- Mruknął rozsuwając zamek sukienki.
-Teraz mówisz...
-Jesteś piękna, cudowna, jedyna...- Wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Tam sprawy potoczyły się zgodnie z planem. Piotrek jak zwykle był czuły, delikatny, ale zarazem stanowczy i namiętny. Już dawno nie byliśmy tak blisko siebie. Złączyliśmy się w tańcu, nasze serca biły tym samym rytmem. Byliśmy zamknięci w szczelnym uścisku pożądania i miłości. Odnaleźliśmy siebie. Nic nie mogło nas rozdzielić. Nie teraz, nie po tym, nigdy...



****

Witam ;*

Tak jak pisałam pod poprzednim rozdziałem udało mi się napisać już całość tego opowiadania, co mnie niezmiernie cieszy ;) Dlatego nie ukrywam, że teraz odcinki będą pojawiać się częściej, bo jak najszybciej chcę skończyć to opowiadanie ^ ^ Mam nadzieję, że po końcu będę żyć :D

W Nowy Rok chcę wejść optymistycznie jeśli chodzi o opowiadania. Wiem, że w tym roku strasznie Was zawiodłam i zaniedbałam. Jest mi wstyd z tego powodu, a wiem, że mogę się zrehabilitować pisząc i odwiedzając Wasze opowiadania. Czytam zawsze, jednak z komentowaniem mam pewien problem, który mam nadzieję, że zniknie szybciutko :D

Z dedykacją dla Martitty ;* Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin Kochana! ;* 

Szczęśliwego Nowego Roku! ;*

Pozdrawiam ;* 

środa, 26 grudnia 2012

Rozdział 6


 -Myślę, że na jakiś czas powinniśmy przestać się spotykać- Oznajmiłem patrząc w błyszczące oczy Izy.- Muszę pobyć z Leną, odkupić swoje winy...
-Rozumiem- Powiedziała splatając nasze dłonie.- Ona naprawdę niczego nie podejrzewa?
-Sam nie wiem...Ostatnio mało ze sobą rozmawiamy. Ja mam treningi, spotykam się z tobą, a jej poświęcam za mało uwagi. Wiem, że teraz mnie potrzebuje. Muszę się zastanowić nad tym wszystkim, odpowiednio to rozegrać. Przepraszam- Szepnąłem całując jej policzek.
-Daj spokój...Nadal myślę, że jak najszybciej powinieneś powiedzieć jej o nas...Ale jak już chcesz. Ja na ciebie poczekam Piotruś. Nie znam jej, ale z twoich opowieści wiem jak wiele przeżyła, ile wycierpiała. Teraz potrzebuje ciebie jak nikogo innego. Doceniam, że spotykasz się ze mną, wiem, że mnie kochasz, ale wiem również to, że teraz twoje miejsce jest przy niej. Kiedy nadejdzie odpowiedni moment powiesz jej o wszystkim i zakończysz wasz związek i będziemy razem- Zaśmiała się.
-Dziękuję- Powiedziałem.- Jesteś najwspanialsza.

 Łzy ciurkiem leciały z moich oczu, gdy patrzyłam na zdjęcia moich rodziców i wujostwa na grobie. To nie tak miało być. Oni mieli być przy mnie zawsze, w każdej sekundzie mojego życia. Czułam, że wszystko się wali. Począwszy od mojego związku z Piotrkiem. Już nie jest tak jak na początku. Jest coraz gorzej, a ja nie wiem, co mam z tym zrobić. Nie wiem, co zrobiłam źle, w czym zawiniłam. Nawet nie potrafię z nim normalnie porozmawiać, bo wiecznie nie ma go w domu. Ja tylko chciałam być kochana. Chciałam stworzyć z nim prawdziwą rodzinę...
-Tęsknię za wami jak cholera. Bóg zabrał was ode mnie za wcześnie. Nie mogę się z tym pogodzić. Was, rodzice nie zdążyłam zapytać o tak wiele spraw...Ciociu i wujku żałuję, że nie spędzałam z wami więcej czasu. Brakuje mi was...Mamuś...Daj mi jakiś znak, powiedz, że między mną, a Piotrkiem wszystko się ułoży. Tak wiele razy wyobrażałam sobie nasz ślub, kiedy ty pomagasz mi z przygotowaniami, zasuwasz suknię, przypinasz welon, a tata, dumnie prowadzi mnie do ołtarza...Niestety wiem, że nie dane będzie mi tego przeżyć. Nie mogę zrozumieć, dlaczego was już nie ma.- Mówiłam do nich i płakałam. Chciałam to wszystko z siebie wyrzucić. Za dużo emocji nagromadziło się we mnie w ostatnim czasie. Otarłam łzy orientując się, że niebo zaczęło płakać razem ze mną. Wstałam z ławeczki sprawdzając, czy znicze się palą. Ostatni raz spojrzałam na twarze moich bliskich.- Kocham was.- Szepnęłam.

 Przekroczyłam próg domu z jakąś dziwną nadzieją w sercu.
-Lenka?- Usłyszałam głos Piotrka wydobywający się z salonu.
-Tak, tak- Powiedziałam ściągając kurtkę i buty.- Ty nie na treningu?
-Już po- Zaśmiał się.- Gdzie byłaś?
-Na cmentarzu- Oznajmiłam i weszłam do salonu. Mówiąc dosłownie odebrało mi mowę.- Piotrek?
-To nic wielkiego. Chciałem cię przeprosić za moje ostatnie zachowanie. Starałem się jak mogłem, żeby być przy tobie i cię wspierać, ale zdaję sobie sprawę, że zbytnio nie wywiązałem się z zadania. Przepraszam również za to, że zamiast być z tobą wychodziłem bez słowa. Przepraszam, że przepłakałaś przeze mnie niejedną noc i za to, że byłem takim dupkiem. I przepraszam za to, że cię nie doceniam- Podszedł do mnie wręczając mi piękny bukiet kwiatów.
-Dziękuję- Przytuliłam się do niego bardzo mocno. Właśnie tego brakowało mi przez ostatnie dni. Jego obecności.
-Kocham cię- Powiedział dotykając swoimi ustami moich warg.- Kocham cię najbardziej na świecie.
-Ja ciebie też- Uśmiechnęłam się do niego promiennie.
-A teraz zapraszam na kolację- Usiedliśmy przy przepięknie udekorowanym stoliku. Musiałam przyznać, że Nowakowski się postarał. Wokół paliły się świeczki, jedzenie wspaniale pachniało. I co najważniejsze był on. Ze mną. Przy mnie.
Kolację zjedliśmy w ciszy, co jakiś czas spoglądając sobie w oczy. Nim się zorientowałam siedziałam na kanapie wtulona w niego, a on szeptał mi do ucha czułe słówka. Mama wysłuchała mojej prośby i pomogła mi. Czułam się tak jak dawniej. Kochana i bezpieczna. Nie wyobrażałam sobie życia bez Piotrka. Każda para przechodzi w związku kryzys. Miałam nadzieję, że ten, który dopadł nas teraz był tym pierwszym i ostatnim. Czego mogłam chcieć więcej? To przy nim odnalazłam prawdziwe szczęście.



****

Witam ;*

Zaskoczone? Przyznam się szczerze, że ja jestem :D Nie sądziłam, że tak szybko uda mi się napisać nowy rozdział. A zdradzę, że dziś napisałam jeszcze siódmy i ósmy...I jak wszystko dobrze pójdzie to może jeszcze tego wieczora napiszę całość? Nie ukrywam, że bardzo bym tego chciała :D Jak na razie wszystko idzie w dobrym kierunku.

Jak widzicie Piotrek odkupił swoje winy ^ ^ A, co będzie dalej...Czekajcie! ;) Myślę, że teraz rozdziały będą pojawiać się, co tydzień. A może dwa razy w tygodniu. Wybór należy do Was ;)

Pozdrawiam ;* 

sobota, 22 grudnia 2012

Rozdział 5


 Piotrek nie dawał znaku życia. Dochodziła północ, a jego nadal nie było. Dzwoniłam do niego chyba z milion razy, ale zawsze witała mnie automatyczna sekretarka. Martwiłam się strasznie, co jest chyba zrozumiałe. Już nie liczyło się to, że mnie okłamał. Teraz chciałam tylko tego, aby zjawił się przy mnie. Rzucałam się z boku na bok, bo nie mogłam usnąć. Cały czas wydawało mi się, że słyszę otwierające się drzwi. Zamknęłam na chwilę powieki, żeby przestać myśleć, ale nic to nie dało. Usłyszałam dźwięk telefonu. Natychmiast poderwałam się z łóżka i chwyciłam za przedmiot znajdujący się na szafce nocnej. Zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam nieznajomy numer.
-Tak?- Zapytałam drżącym głosem.- Obawiałam się najgorszego.
-Pani Lena Szymańska?- Spytał męski głos.
-Tak- Powtórzyłam.- O co chodzi?
-Siostrzenica pani Barbary?
-Tak- Powiedziałam podniesionym głosem.- Może mi pan powiedzieć, co się stało?!
-Pani Barbara trafiła do szpitala. Miała zawał. Numer do pani znajdował się w jej notesie...- Mówił, ale ja słyszałam tylko dwa zdania. Pani Barbara trafiła do szpitala. Miała zawał.
-Co z nią?
-Jej stan jej bardzo ciężki...
-W którym szpitalu przebywa?- Lekarz podał mi nazwę ulicy, a ja w biegu się przebrałam i ledwo, co wybrałam numer, żeby zadzwonić po taksówkę. Chwyciłam torebkę i wypadłam z domu, nawet nie sprawdzając, czy zamknęłam drzwi.

 Zmęczony opadłem na ciało Izy. Nie przejmowałem się niczym. Nawet tym, że po raz kolejny okłamałem Lenę. Seks z Izą zagłuszył wszystkie wyrzuty sumienia. Położyłem się obok, nakrywając nas kołdrą.
-Piotrek...- Zaczęła dziewczyna wtulając się we mnie.- Czy ma na pewno dobrze robimy?
-O co chodzi?
-O twoją dziewczynę...Kocham cię do szaleństwa, uprawiam z tobą najlepszy seks pod słońcem, ale czasami nachodzą mnie wyrzuty sumienia. Bo my perfidnie z niej drwimy, a ona nie ma o niczym pojęcia.
-Nie przejmuj się- Powiedziałem głaskając jej nagie ramię.- Sprawę z Leną załatwię sam, choć nie wiem jak. Ona jest zupełnie inna, wiele przeszła i nie wiem jakby zniosła nasze rozstanie. Musisz dać mi czas- Szepnęłam.- Będzie mi ciężko zakończyć nasz związek, ale między nami, z mojej strony odkąd poznałem ciebie nie ma już tego, co na początku. Kiedy patrzę na nią, widzę ciebie. Kiedy ją całuję, wyobrażam sobie, że to twoje wargi dotykają moich ust...Nie mam odwagi, żeby powiedzieć jej prawdę.
-Też bym nie miała- Powiedziała.- Nie czujesz się z tym źle?
-Czuję, ale sam się w to wplątałem. Nie chcę jej skrzywdzić, choć wiem, że nie mówiąc jej o tym krzywdzę ją bardziej...
-Może nadszedł czas na to, aby się z tym zmierzyć?
-Jeszcze nie- Uśmiechnąłem się delikatnie, by po chwili znów złączyć się w tańcu pożądania.

 Nie spałam całą noc. Na przemian chodziłam po korytarzu, albo siedziałam na plastikowym krześle. Lekarze walczyli o nią, ale nie dawali jej dużo szans. Dopiero niedawno byliśmy u niej i było wszystko dobrze, a teraz...Nie wyobrażam sobie tego, że mogę ją stracić. Jedyną osobę z mojej rodziny...Dlaczego Bóg zabiera do siebie wszystkie osoby, które kocham? Moich rodziców, wujka, a teraz ją. Nie dopuszczałam do siebie tej myśli, ale z każdą upływającą godziną traciłam nadzieje...
-Pani Leno...Jeśli czuje się pani na siłach, może pani wejść do sali. Pani ciocia się obudziła- Szepnął lekarz, a na mojej twarzy pojawił się wyraz ulgi.
-Dziękuję- Powiedziałam i otworzyłam drzwi. Ciocia była bardzo blada i źle wyglądała. Podłączona była do różnych aparatur.- Cześć ciociu- Przywitałam się siadając na krzesełku znajdującym się obok łóżka.- Jak się czujesz?
-Witaj skarbeńku...Ja, ja...Odchodzę- Oznajmiła spokojnym głosem.
-Co ty mówisz ciociu? Dopiero, co się obudziłaś! Nigdzie nie odchodzisz, za parę dni wyjdziesz do domu i będziesz jak nowo narodzona!
-Skarbie mój czas nadchodzi. Wiem o tym...I przepraszam cię za to.
-Nie mów tak, proszę!- Czułam, że w moich oczach pojawiają się łzy.- Nie możesz mnie zostawić.
-Nie płacz, kochanie- Złapała moją dłoń w swoją.- Kiedyś się spotkamy...Pamiętaj, że cię kocham- Szepnęła zamykając oczy. Aparatura zaczęła pikać, na monitorze pojawiła się cieńka, pozioma linia.
-Nie!- Krzyknęłam.- Doktorze, doktorze!
-Proszę natychmiast opuścić salę!- Krzyknął i siłą wypchnął mnie za drzwi.
Boże, dlaczego mi to robisz?!
-Lena, Lena!- Usłyszałam wołanie i zobaczyłam biegnącego w moim kierunku Piotrka.- Czemu płaczesz? Co się stało?
Patrzyłam na niego zamglonymi oczami. Nie wiedziałam, co się wokół mnie dzieje.
-Robiliśmy wszystko, co mogliśmy. Przykro mi, ale pani ciocia odeszła- Lekarz posłał mi współczujące spojrzenie, a ja opadłam w ramiona Nowakowskiego. On nic nie mówił tylko głaskał mnie po włosach, plecach chcąc w jakiś sposób dodać mi otuchy. Był bezradny. Płakałam żałośnie w jego koszulkę dławiąc się swoimi łzami. Nie chciałam uwierzyć w to, że ona odeszła, że mnie zostawiła...W tym momencie nie obchodziło mnie nic. Nie obchodziło mnie kłamstwo Piotrka, nawet nie chciałam wiedzieć, gdzie był. Ona odeszła...
-Lenuś- Szepnął.- Chodźmy stąd....

 Byłam wdzięczna Piotrkowi, że zajął się organizacją pogrzebu oraz wynajmem domu cioci. Ja nie dałabym rady. Był przy mnie w tym ciężkim dla mnie okresie i wspierał jak tylko umiał. Pojechałam do jej domu tylko raz, aby zabrać jej ubrania, rzeczy osobiste, zdjęcia, pamiątki. Pożegnałam się, wiedząc, że już nigdy nie złożę jej wizyty. Od dnia pogrzebu nie pojawiłam się na cmentarzu. Nie miałam siły patrzeć na tablice nagrobne ze zdjęciami mojej rodziny. Zostałam całkiem sama. Mimo że Piotrek był, czułam się tak jakby go nie było. Oczywiście pomagał mi, podnosił na duchu, zapewniał, że przejdziemy przez to wszystko razem, ale to były tylko puste słowa. Brakowało mi jego obecności, bo nadal wychodził gdzieś bez słowa. A ja w tej chwili bardzo go potrzebowałam. Potrzebowałam schronić się w jego silnych ramionach i nie myśleć o niczym. Chciałam czuć zapach jego perfum i słyszeć kojące dla uszu słowa. Ale to były tylko moje marzenia. Miałam wrażenie, że nadchodzi koniec naszego związku.



****

Witam ;*

Tylko mnie nie zabijajcie, bo chcę jeszcze pożyć :D Tak miało być i tak jest...Jedyne, co Wam mogę powiedzieć, że to nie koniec cierpień w tym opowiadaniu. A kiedy się zaczną? A w ósmym rozdziale. I powiem Wam jeszcze, że przez kolejne dwa Piotrek odkupi swoje winy i będzie tak jak dawniej. A potem...Zobaczycie same ;))

Mam ambitny plan, żeby napisać coś na moje inne siatkarskie opowiadania i zobaczę co mi z tego wyjdzie :D Jak się uda to jutro możecie spodziewać się powiadomień ^ ^ 

Wesołych Świąt oraz Szczęśliwego Nowego Roku życzę ;* 

Pozdrawiam ;* 

sobota, 17 listopada 2012

Rozdział 4


 Stałam w umówionym miejscu czekając na Piotrka. Cała się trzęsłam z zimna i potrzebowałam kogoś, kto natychmiast mnie przytuli, ale powoli traciłam nadzieję, że się pojawi. Wściekła przeklęłam pod nosem zwracając na siebie uwagę przechodniów, ale zbytnio mnie to nie obchodziło. Teraz chciałam wiedzieć, dlaczego nie przyszedł i jakie ma wytłumaczenie.
-Lena! Zaczekaj!- Usłyszałam głos Nowakowskiego, kiedy chciałam odejść. Odwróciłam się, obrzucając go pogardliwym spojrzeniem.- Przepraszam cię!
-Co masz na swoje usprawiedliwienie?!- Krzyknęłam.- Wiesz ile się wyczekałam? I nie machaj mi tu przed oczyma tym badylem, bo tym nic nie wskórasz!
-Oj Lenuś- Uśmiechnął się na swój sposób i to wystarczyło, abym zmiękła.
-No niech ci będzie- Pocałowałam go w policzek.- Dziękuję za kwiatka.
-Piękny kwiatek dla pięknej pani- Wręczył mi go.
-Wygląda tak jakby przeżył wojnę, ale niech będzie- Zaśmiałam się.- Gdzie idziemy?
-Gdzieś...- Zaczął, ale nie skończył, bo z nieba spadła prawdziwa ulewa.- Cholerny deszcz! Chodźmy!- Pociągnął mnie za rękę. Pędził ile sił w nogach, a ja nie mogłam złapać tchu.
-NOWAKOWSKI! Zatrzymaj się!- Wrzasnęłam. Posłuchał, przypierając mnie do drzewa.- Co robisz?- Zapytałam przygryzając dolną wargę.
-Odkąd się spotykamy mam ochotę cię pocałować, tak z prawdziwego zdarzenia- Szepnął mi do ucha.
-To na co czekasz?- Zarzuciłam mu ręce na szyję patrząc głęboko w oczy. Tańczyły w nich urocze iskierki. Nic nie odpowiedział tylko nachylił się nade mną. Drażnił mój policzek swoim nosem. Czułam, że chce przeciągnąć ten moment, tak aby zapamiętać najdrobniejszy szczegół, każdą emocję, każdy gest. Spojrzał w moje oczy, a nasze usta stopniowo zaczęły się do siebie przybliżać. Serce chciało mi wyskoczyć z piersi. Wiedziałam, że już za chwilę pocałujemy się po raz pierwszy. Kiedy poczułam jego subtelne, miękkie i delikatne wargi na swoich ustach poczułam się jak w raju, tak jakbym wznosiła się ponad ziemią. Oddałam pocałunek, poddając się temu całkowicie. Za nic w świecie nie chciałam przerywać tej magicznej chwili, która wytworzyła się między nami. Całując go czułam, że mam przy sobie wszystko. Mojego przyjaciela, moją miłość, ostoję. Ten pocałunek nie był tylko zetknięciem naszych ust. Był czymś znacznie więcej. Był przypieczętowaniem dusz, obietnicą, że to co nas połączyło nigdy się nie skończy, tylko będzie trwać wiecznie.
Oderwaliśmy się od siebie, nie wypuszczając się z objęć. Nie obchodziło nas to, że pada deszcz, że jesteśmy cali mokrzy. Cały świat, otaczający nas ludzie, rzeczywistość przestała mieć jakiekolwiek znaczenie.
-Kocham cię Lena- Szepnął gładząc moje włosy.
-Ja ciebie też kocham Piotrek- Odpowiedziałam wtulając się w niego najmocniej jak potrafiłam. Miałam wszystko. Byłam szczęśliwa.

 -Halo! Ziemia do Leny!- Zaczęłam gwałtownie mrugać powiekami, bo spostrzegłam, że ktoś macha mi ręką przed oczyma.
-Co chcesz?- Zapytałam, gdy zorientowałam się, że to Piotrek. Choć w sumie...Któż by inny?
-Mówię do ciebie i mówię, a ty nie reagujesz! Nad czym się tak zamyśliłaś?
-Przypomniał mi się nasz pierwszy pocałunek- Mruknęłam i zawstydzona spuściłam głowę. Nowakowski zaśmiał się cicho i usiadł obok objąwszy mnie ramieniem.
-I czemu się rumienisz? Kocham w tobie tą cechę, jesteś taka delikatna i romantyczna...
-Dobra, już dobra nie podlizuj się- Wytknęłam mu język.- Co chciałeś?
-Mam wolne i pomyślałem sobie, że moglibyśmy udać się na spacer?
-Ty czasami myślisz!- Ucałowałam go w policzek i zeskoczyłam z kanapy- Ruszaj się!
-Idę!- Również wstał i chwycił moją rękę.- Zdecydowanie wolę tak.
-Ja tak samo Piotruś- Uśmiechnięci i szczęśliwi wyszliśmy z domu.

 Spacerowaliśmy po rzeszowskim parku. Znaliśmy go na pamięć, z każdym drzewem, ławką, ścieżką mieliśmy piękne wspomnienia, które żyją w nas obojgu. Piotrek z entuzjazmem wspominał o zbliżającym się sezonie. Do rozpoczęcia pozostał już tylko miesiąc. Wiedziałam, że nadal myśli o nieudanych Igrzyskach, ale nie okazuje tego po sobie i nie wraca do przykrych tematów. Podziwiałam go za to. Ale on już taki był, większość emocji gryzł w sobie. Też taka byłam, ale kiedy pojawił się w moim życiu wszystko się zmieniło. Stałam się bardziej otwarta, śmielej rozmawiałam o przeszłości, o tym co czuję, co mnie trapi...Wierzyłam, że on też się przełamie, bo przecież wie, że zawsze może na mnie liczyć. Na mnie i na moje wsparcie. Czasami myślałam o tym, że Bóg zesłał Piotrka na moją drogę, żeby nade mną czuwał. Był moim Aniołem. I wierzyłam, że Oni tam na górze, chcąc mi wynagrodzić wszelkie cierpienia zesłali go, abym uwierzyła w miłość i prawdziwe szczęście. I uwierzyłam.
Spojrzałam na niego. Był dziwnie nieobecny tak jak wtedy, gdy wracaliśmy od mojej cioci. Byłam zła na siebie, że nie potrafiłam dowiedzieć się, o co chodzi. Usłyszałam jak z jego telefonu wydobywa się dźwięk przychodzącej wiadomości. Szybko wyciągnął sprzęt z kieszeni nawet na mnie nie patrząc.
-Lenuś przepraszam cię, ale chyba musimy zakończyć spacer- Powiedział nerwowo.
-Dlaczego?
-Właśnie dostałem wiadomość od Mateusza, że trener nas pilnie wzywa na halę. Nie wiem, dlaczego...Może ma nam coś ważnego do przekazania! Postaram się wrócić jak najszybciej- Pocałował mnie na pożegnanie.- Pamiętaj, że cię kocham- Szepnął i pognał przed siebie, nie oglądając się w tył.
Westchnęłam zrezygnowana i oparłam się o drzewo. Dopiero po kilku minutach zorientowałam się, że to nasze drzewo...

 Zaczynałam się martwić. Nie było go od trzech godzin, jego telefon milczał. Jestem pewna, że spotkanie już dawno się skończyło. Bez zastanowienia chwyciłam za telefon i wybrałam numer Mateusza. Odebrał.
-Cześć Mati!- Przywitałam się.- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam.
-Cześć Lenuś...Nie przeszkadzasz- Zaśmiał się.
-Przepraszam, że cię niepokoję, ale jest może u ciebie Piotrek?
-Nie, nie ma go. A o co chodzi?
-Odkąd wysłałeś mu wiadomość o jakimś spotkaniu z trenerem nie wrócił do domu. Martwię się.
-Zaraz...Jakim spotkaniem? Nic mu nie pisałem.
-Jak to?- Zdziwiłam się.
-Może ci się przesłyszało?- Czułam, że nerwowo się uśmiecha.
-Nie, Mati. Wiem, co słyszałam. Przepraszam, że zawracam ci głowę. I dzięki. Pa- Szybko się rozłączyłam i rzuciłam telefon na stół.
Byłam pewna jednego. Piotrek mnie oszukuje. 



****

Witam ;*

Przerwa nie była aż tak długa :D Normalnie jestem w szoku :D I jestem szczęśliwa, że udało mi się przebrnąć przez ten rozdział, bo jak tydzień temu zaczęłam to się zacięłam po pierwszej scenie i nie mogłam ruszyć. Na szczęście dziś mi się ta sztuka udała :D

Jak myślicie...Jak Piotrek będzie się tłumaczył? Możecie podawać swoje typy w komentarzach, bo ja jeszcze tego nie wiem :D 
Za kilka rozdziałów Lena się o wszystkim dowie...Tylko tyle mogę Wam zdradzić :D

Jestem sfrustrowana, bo czasami mam takie dni, kiedy jestem naładowana pozytywną energią i mam chęć do pisania, a czasami odechciewa mi się wszystkiego i w ostateczności nie piszę nic. A pomysły na nowe opowiadania są, blogi założone i mam taką chęć do tego, żeby zacząć nowe, ale wiem, że nie mogę tego zrobić...No nic. Jakoś to będzie ^^

Dedykacja ponownie wędruje do Doris ;* W końcu dodałam! Szantaż podziałał :D To ja czekam na czwórkę u Ciebie ;) ^^

Pozdrawiam ;* 

piątek, 26 października 2012

Rozdział 3


 W nocy nie mogłem zasnąć. Cały czas dręczyły mnie koszmary. Właściwie to czemu się dziwię? Zasłużyłem sobie na to. Delikatnie wstałem z łóżka, żeby nie obudzić Leny i spojrzałem na zegarek, który wskazywał godzinę trzecią. Przetarłem zaspane oczy i zszedłem na dół. Dziś mieliśmy się udać do cioci Leny, żeby zobaczyć jak ona się czuje. Ostatnio narzekała na złe samopoczucie. Moja dziewczyna zmartwiła się tym i od razu zaczęła przeczuwać najgorsze. Po tym, co przeszła nie poradziłaby sobie, gdyby coś złego stało się jej cioci, jedynej żyjącej osobie z jej rodziny. Ja cały czas byłem przy niej, wspierałem, dodawałem otuchy...Ale, co z tego skoro od dłuższego czasu ją zdradzam? Czułem się z tym fatalnie, ale nic nie mogłem z tym zrobić. Powiedzenie jej prawdy było ponad moje siły. Nawet nie chciałem sobie wyobrażać jak to będzie, kiedy Lena przypadkiem się o tym dowie. Po dziś dzień nie rozumiałem siebie. Nie rozumiałem jak po tym jednym razie, kiedy poznałem Izę nie zakończyłem tego. Nie umiałem. Za bardzo mnie pociągała. Iza wie, że jestem w stałym związku, ale nie przeszkadza jej to. Czasami myśli, że kiedyś zerwę z Leną i będę z nią. Może to jest jakieś wyjście z sytuacji? Potrząsnąłem gwałtownie głową, natychmiast odganiając od siebie te myśli. Od razu przed oczami stanęła mi twarz Leny, jej smutne oczy, łzy...Nie mogłem jej tego zrobić. Jednak krzywdzę ją bardziej nie mówiąc prawdy. Sam nie mogłem tego udźwignąć. Muszę komuś o tym powiedzieć, bo inaczej zwariuję. A jednym wyjściem było spotkanie się z moim przyjacielem...

  -Cześć kochanie- Przywitałam się ze swoim chłopakiem, gdy zeszłam do kuchni.- Ty już na nogach? 
-Hej skarbie- Odpowiedział i skradł mi całusa.- Nie mogłem zasnąć, ale są tego plusy, bo przygotowałem pyszne śniadanie!
-No proszę...Tego bym się nie spodziewała- Zaśmiałam się i zasiadłam do stołu. Nowakowski usiadł na przeciwko i zaczął lustrować mnie wzrokiem.- Co mi się tak przypatrujesz?
-Ładnie wyglądasz z rana- Uśmiechnął się.
-Tak, Piotruś uważaj, bo ci uwierzę...Potargane włosy, zaspane oczy...To wprost idealny widok! 
-Dla mnie zawsze jesteś piękna...Bez znaczenia, czy z rana kompletnie rozwalona po nocy, czy w dzień, kiedy wyglądasz bajecznie...
-Już mi tak nie słodź- Puściłam mu oczko i dokończyłam śniadanie. Piotrek zrobił to samo.- To teraz ładnie pozmywasz, a ja się ogarnę, dobrze?- Zrobiłam maślane oczy.
-Dla ciebie wszystko!

 Wbrew naszym zmartwieniom z ciocią było wszystko w porządku. Od miłej sąsiadki dowiedziałam się, że niedawno były u lekarza, bo ciocia trochę narzekała na zdrowie, ale na szczęście to nie było nic poważnego tylko zwykłe przemęczenia. Powiedziałam, że mogła mnie zawiadomić o wszystkim, ale odpowiedziała, że nie chciała mnie martwić. Ugotowałyśmy razem pyszny obiad, porozmawiałyśmy, pożartowałyśmy. Panowała bardzo ciepła atmosfera. Po popołudniu ciocia wniosła do salonu pyszne ciasto. Nowakowskiemu od razu zaświeciły się oczy. Zaśmiałam się pod nosem, jednak byłam trochę zmartwiona. Przez cały pobyt mało się odzywał, wydawał się być nieobecny. Gdy pytałam, czy coś się stało, mówił, że nie i nadrabiał miną. Czułam, że coś jest nie tak, ale nie naciskałam. Wiedziałam, że tego nie lubi. Jak się zdecyduje to sam powie. Czas zleciał nam bardzo szybko, na pożegnanie bardzo mocno wyściskałam ciocię i powiedziałam, że jak będzie się coś dziać to natychmiast ma do mnie dzwonić nie zważając na nic. Była jedyną osobą z mojej rodziny i nigdy bym nie pozwoliła, żeby stało się jej coś złego. Oczywiście wiem, że kiedyś ja i Piotrek stworzymy piękną, kochającą i otaczającą się bezpieczeństwem rodzinę i wspólnie będziemy wychowywać nasze dzieci. 
W samochodzie nie rozpoczynałam rozmowy. Piotrek ani razu na mnie nie spojrzał tylko skupiał się na drodze. Przycisnęłam głowę do szyby i udawałam, że śpię. Nie podobało mi się jego zachowanie. Był jakiś oziębły, oschły. Bolało mnie to, że mnie ingnoruje. Coś się musiało stać. Tylko nie wiem, dlaczego nie chce mi powiedzieć, co. Przecież zawsze mówimy sobie o wszystkim. Wie, że zawsze może na mnie liczyć. Z drugiej strony może niepotrzebnie się zamartwiam? Może ma po prostu zły dzień? Przystałam na taką opcję i otworzyłam oczy. Nowakowski parkował samochód przed naszym mieszkaniem. Popatrzył na mnie z uśmiechem.
-Nie wysiadasz?- Zapytałam.
-Będę trochę później, bo umówiłem się z Mateuszem. Chciał się spotkać i obgadać pewne sprawy...Wrócę za jakieś dwie godziny- Pocałował mnie w usta, a ja odetchnęłam z ulgą i uśmiechnięta wyszłam z samochodu. 

 -Mateusz jestem najgorszym gnidą na świecie!- Powiedziałem podniesionym głosem w jego mieszkaniu. 
-Możesz mi wreszcie powiedzieć, co się stało? Już od jakiegoś czasu widzę, że dziwnie się zachowujesz, ale nie wnikałem w to. Coś ty narobił?
-Pamiętasz jak pół roku temu poszliśmy na imprezę? Zalałem się jak głupi, a ty wyszedłeś wcześniej?
-No pamiętam...A co to ma z tym wspólnego?
-Wszystko Mateusz, wszystko...- Szepnąłem i spuściłem głowę. Wstydziłem się swojego zachowania.- Wtedy poznałem Izę...Byliśmy pijani, ona mnie kusiła...Po paru ostrych tańcach znaleźliśmy się w łazience i stało się. Tak, zdradziłem Lenę- Dopowiedziałem napotykając jego spojrzenie.- Ale na tym się nie skończyło. Od tamtego czasu robię to regularnie. Spotykam się z Izą po treningach, zdradzam Lenę,  a później jak gdyby nigdy nic wracam do domu...
-Piotrek, czyś ty zwariował?! Upadłeś całkowicie na łeb?! Jak możesz? 
-Powiedz mi, co mam zrobić...
-Wiesz, co? Natychmiast zerwać z tą całą Izą i powiedzieć Lenie prawdę! Jak ty możesz ze sobą wytrzymywać?! Jak możesz tak bezkarnie ją okłamywać i mówić, że kochasz? Nie na tym opiera się związek! Coś ci odbiło, postanowiłeś zaszaleć, ale na miłość Boską! To zaszło już trochę za daleko, nie uważasz? Lena już tak wiele przeszła, tak wiele wycierpiała, myślała, że znalazła w tobie przyjaciela, miłość, bliską sercu osobę, a ty co robisz? Pomyślałeś jak ona będzie się czuć jak się dowie? Nie udźwignie tego Piotrek. Jest za słaba...
-Nie chcę jej krzywdzić!
-Nie chcesz? Ty już to zrobiłeś...Radzę ci zerwij z tamtą! Po co ci to wszystko?
-Nie wiem...Pogubiłem się. Obiecaj, że nic nie powiesz Lenie. 
-Oczywiście, że nie! Piotrek...Nie mam do ciebie słów...Zrób tak jak ci powiedziałem, a nie pożałujesz.
-Jasne, dzięki za wszystko- Uścisnąłem mu dłoń na pożegnanie, ale po wyjściu zamiast do domu, udałem się do Izy. I bynajmniej nie po to, żeby z nią zerwać...



****

Witam ;*

Wiem, że nie było mnie tutaj prawie dwa miesiące, ale tak już bywa :D 
Jednak dziś się przemogłam i napisałam ^^ Mam nadzieję, że już nigdy więcej nie zrobię takiej długiej przerwy, ale nie będę Wam nic obiecywać, bo życie jest nieprzewidywalne i nigdy nie wiadomo, co się może zdarzyć...
Także czekajcie cierpliwie do następnego ;)
Jedyne, co mogę Wam powiedzieć to: PRZEPRASZAM ;*

Z dedykacją dla Doris ;* Bo publikuje dla mnie coś fajnego :DD

Pozdrawiam ;*